Tę gospodę szczególnie polecamy zimą. Wówczas to uroku knajpce dodaje rozpalony do czerwoności piec przy samym wejściu. Poza tym, wystrój stanowi przykład najklasyczniejszego, wiejskiego kiczu. I to też ma swój urok. Choć każdy architekt wnętrz umarłby zapewne na widok połączenia pięknego, masywnego stołu do bilarda z fotelikami z lat 70-tych w kolorze słomianozielonym. A do tego czerwone obrusy...
Pomimo to, siedzimy przy tych obrusach zawsze z wielką przyjemnością.
Zatrzymujemy się tutaj zazwyczaj w drodze powrotnej z Pragi. Bogaty jidelny listek oraz całkiem niezłe piwo są w stanie choć odrobinę zrekompensować żal końca wyprawy.