Są pytania, które trapią ludzkość od stuleci: skąd się wzięliśmy, jaki jest sens naszego bytu na Ziemi, o co walczymy, dokąd zmierzamy, a także - gdzie powinniśmy zacząć piwną praską odyseję? Jeżeli przyjechaliśmy na weekend, a więc najprawdopodobniej w piątek po południu, odpowiedź na to ostatnie pytanie jest jasna - trzeba zacząć od "Jelinka".
   W soboty i w niedziele przybytek jest bowiem nieczynny, a nie spróbować pilzneńskiego Pilznera w jelinkowej atmosferze winno się wpisać w poczet grzechów głównych. Kiedyś ta maleńka, ale zawsze ciesząca się należytą popularnością, gospoda przyjmowała gości również na zewnątrz i gdy ktoś informował resztę towarzystwa, że zajął dobre miejsca przy oknie, najprawdopodobniej oznaczało to, że będzie trzeba stawiać kufle na parapecie od strony ulicy. Dziś w "Jelinku" można pić piwo tylko w dwóch malutkich pomieszczeniach, z których głębsze zastawione jest drewnianymi ławami i obsługiwane przez kelnera.      
  Kwintesencją "jelinkowego" stylu jest jednak spożywanie pożywnego Pilznera na stojąco w pierwszej sali zaludnianej przez klientelę, najczęściej męską, najróżniejszej proweniencji.
        
  "U Jelinka" spotkać można i dżentelmenów w garniturach z teczkami, i luzackich młodzieńców w skórzanych kurtkach, i sztamgastów ubranych zapewne w to, co mieli na sobie poprzedniego dnia zanim wróciwszy od "Jelinka" zwalili się do łóżka. Wśród dyplomatów, lekarzy, literatów, robotników i niebieskich ptaków poczesne miejsce zajmuje wnęka przy wejściu do ustępu, gdzie kufle z Pilznerem stawia się - podobnie jak i w całej pierwszej sali - na półeczce pod ścianą.
  A cóż to za Pilzner!!! Intensywny i pełny w smaku, z jedyną w swoim rodzaju goryczką, nalewany na naszych oczach z wyszynku w pierwszej sali (27.50 Kč). Są tacy, którzy twierdzą, że to najlepszy Pilzner w Pradze (czyli w Czechach, czyli na świecie) i trudno długo sprzeciwiać się tej tezie. Do przegryzienia przeważnie garmażerka parówkowo-kiełbasiana w cenie 30 Kč za 100 gr.

"Jelinek" to bez wątpienia miejsce niepodrabialne, dające coraz bardziej skołatanej duszy piwosza dowód, że wciąż jeszcze są pewne trwałe wartości. W dobie postępującego paskudzenia legendarnych praskich gospód na modłę turystyczną ("Pinkas", "Vejvoda", częściowo "Niedźwiedź"), jest coraz mniej miejsc, o których można to powiedzieć.
JELINKOVA PIVNICE
charvatova 1
Tu poznaliśmy kiedyś pewnego ponad osiemdziesięcioletniego pana o którym jego kompan powiedział „to je demon" Dziadek miał ponoć zwyczaj opróżniania co dzień dziesięciu kufli Pilsnera, który podobno trzymał go w zdrowiu i pogodzie ducha . Daj panie Boże taką starość....
mapa on-line
<<
galeria