"U Jelinka" spotkać można i dżentelmenów w garniturach z teczkami, i luzackich młodzieńców w skórzanych kurtkach, i sztamgastów ubranych zapewne w to, co mieli na sobie poprzedniego dnia zanim wróciwszy od "Jelinka" zwalili się do łóżka. Wśród dyplomatów, lekarzy, literatów, robotników i niebieskich ptaków poczesne miejsce zajmuje wnęka przy wejściu do ustępu, gdzie kufle z Pilznerem stawia się - podobnie jak i w całej pierwszej sali - na półeczce pod ścianą.
A cóż to za Pilzner!!! Intensywny i pełny w smaku, z jedyną w swoim rodzaju goryczką, nalewany na naszych oczach z wyszynku w pierwszej sali (27.50 Kč). Są tacy, którzy twierdzą, że to najlepszy Pilzner w Pradze (czyli w Czechach, czyli na świecie) i trudno długo sprzeciwiać się tej tezie. Do przegryzienia przeważnie garmażerka parówkowo-kiełbasiana w cenie 30 Kč za 100 gr.
"Jelinek" to bez wątpienia miejsce niepodrabialne, dające coraz bardziej skołatanej duszy piwosza dowód, że wciąż jeszcze są pewne trwałe wartości. W dobie postępującego paskudzenia legendarnych praskich gospód na modłę turystyczną ("Pinkas", "Vejvoda", częściowo "Niedźwiedź"), jest coraz mniej miejsc, o których można to powiedzieć.