Chodzimy po Frydlancie z jedną dominującą myślą: Piękne rzeczy pięknie się starzeją. Jest w wyglądzie tego miasteczka jakieś przyzwolenie na niedbałość, na zaniechanie.
Elewacje od dawna nie odnawiane, płoty służą swym posesjom od dziesiątek już lat, nawet wysłużone już szyldy nie lądują gdzieś głeboko we frydlanckich piwnicach.
A mimo to Frydlant urzeka. Wyglądem ale i charakterem. Bo w żadnym innym mieście nie spotkaliśmy dotąd tylu wspaniałych knajpek i gospód w przeliczeniu na km kw.
Spędzaliśmy tu Sylwestra 2002/03 i dla wielu był to najpiękniejszy Sylwester, jaki pamiętamy. Spróbujcie sobie tylko wyobrazić: małe, górskie miasteczko przykryte czapami śniegu, mdłe światlo latarń i przytulna, cieplutka gospoda na każdym rogu. Trzy dni w miejscowości 2km x 2km a nie zdążyliśmy zawitać do każdej z nich. Przyjeżdżamy tu nadal i nadrabiamy zaleglości.
I już myślimy o kolejnym Nowym Roku witanym we Frydlancie