Nazwa, sugerująca raczej budkę z tureckim kebabem, może mylić. Wystrój już nie. Nawet rzut oka z zewnątrz nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z typowo siermiężną, klasyczną gospodą Staropramena dla społecznych dołów dzielnicy o wdzięcznej nazwie Podbaba.
Wiekowe, wysłużone ławy, prawie żadnych ozdób na ścianach poza kilkoma blaszanymi wywieszkami i rozpostarty nad barem piłkarski szalik z napisem: "Kto ne skace neni Cech". Plus ozdobna (choć to mocno dyskusyjne) gruba brązowa krata uniemożliwiająca otwarcie drzwi na oścież i kolumna na środku sali, z niewiadomych powodów ... obita skórą.
Stali bywalcy - a z reguły tylko tacy tu przychodzą - nie zastanawiają się specjalnie nad sensem tych osobliwych pomysłów na aranżację wnętrz, tylko oddają się konsumpcji wyrobów smichowskiego browaru, zaprawianych najczęściej czymś mocniejszym. Kto ne hlasta neni Cech ...
Kelner w cywilnym tiszercie świetnie czuje się między nimi, a jego aparycja sugeruje, że większość życia spędził właśnie tutaj. Gości traktuje z pijacką jowialnością i gaworzy do nich tyleż chętnie, co niezrozumiale. Rozumie za to swój fach, więc kolejne kufle ze Staropramenem (18 Kc) lądują na stołach zanim zdążymy wychylić poprzednie. "Non stop" z nazwy przybytku nabiera tu nowego znaczenia.
aktualizacja 12.08.2006